Lubuskie - część 6 (Maczków - Garbicz)

Kolejna sobota, pogoda sprzyja, zatem wsiadamy do Patiego (czyli naszego dzielnego wozidła) i znowu jedziemy zobaczyć to, co jeszcze zobaczyć można. Tym razem naszym celem był pałac we wsi Garbicz, ale po drodze zawadziliśmy o Maczków, nieistniejącą już wieś Grodno oraz Boczów.  Zatem zaczynamy od wsi...


MACZKÓW  
Przed wojną była to wieś Matschdorf. Zaczęliśmy od próby odnalezienia starego cmentarza. Uzbrojeni w przedwojenną mapę i zapał pochodziliśmy trochę po lesie, aż w końcu natknęliśmy się na ślady wskazujące, że własnie tu, w tym miejscu, mógł być ów poszukiwany cmentarz.    

Nie było za dużo tych śladów. Ot, kilka  zrujnowanych grobów i w sumie żadnego nagrobka.



 Ale najciekawsze, że całkiem niespodziewanie znaleźliśmy cały, nieuszkodzony, metalowy krzyż nagrobny leżący sobie na zamarzniętych liściach. Na znacznie bardziej czytelnych reliktach cmentarzy nie udało nam się odnaleźć takiego krzyża w całości. Najczęściej tylko ułomki krzyży, których nie zabrali złomiarze. A tu proszę, grobów prawie nie ma, a krzyż tak sobie leży.   


Kolejnym punktem naszego programu w Maczkowie był pałac. Wybudowany pod koniec XVIII wieku w stylu klasycystycznym, po wojnie we władaniu PGR. W latach 70-tych należał do kombinatu rolnego w Cybince. Począwszy od lat 80-tych do 1993 roku budynek stał i niszczał nieużytkowany. Późnej został zakupiony przez prywatnego właściciela, który w latach 1993 -1995 przeprowadził remont dworu z przeznaczeniem na hotel.

Choć sam budynek pałacu jest kawałek oddalony od głównej drogi, to jego obecność zdradzają resztki ozdobnego ogrodzenia ciągnącego się wzdłuż ulicy. To jedna z bramek prowadzący na teren parku. Kiedyś była w niej ozdobna furtka ale została "zabezpieczona".

Idąc wzdłuż ogrodzenia trafiamy wreszcie na główną bramę wjazdową o ewidentnie PGRowskiej proweniencji.

Pałac skromnie skrywa się przed obiektywem za dorodnym drzewem.

To zdjęcie pałacu z roku ok 1913, kiedy tak się jeszcze nie chował za drzewami.

 Front pałacu w swej prawie całej okazałości.

foto:M.Strażewicz
Zachowały się oryginalne drzwi  pałacowe.
foto:M.Strażewicz
A na nich kołatki ze smutnym lwem.

 I tył pałacu. Znacznie ciekawszy i bogatszy w detale architektonicznie niż front. Niestety, ciężko go sfotografować przez drzewa i krzewy, które skutecznie przysłaniają budynek.

Tak kiedyś to wyglądało bez roślinności.

 Resztki oryginalnej posadzki na ganku. 


Jeden z wspomnianych detali architektonicznych: Lwia głowa ujęta w ornament wolutowo-małżowino­wy i zwieńczona muszlą. Wyżej kroksztyny z wolutami i liściami akantu.


 W parku w pobliżu drogi stoi pomnik zapewne poświęcony  niemieckim żołnierzom poległym podczas 1 wojny światowej. Identyczny pomnik stoi w Gądkowie Wielkim (Lubuskie - część 2) Tak samo jak w Gądkowie, napisy zostały zatarte. Ale ten pomnik w odróżnieniu od  pomnika w Gądkowie nie otrzymał nowego zwieńczenia. 

Dziś pałac w Maczkowie stoi niezamieszkały i z tego co słyszałem, jest pod "opieką" komornika. Widać niestety, jak z braku właściwego zabezpieczenia oraz właściciela z prawdziwego zdarzenia, remont, który został wykonany pod koniec lat 90-tych, powoli obraca się w niwecz i znowu pod wpływem wilgoci tynki odchodzą od ściany, a pałac powoli marnieje.  



GRODNO 
Stanęło przed nami wyzwanie odnalezienia wsi, której już nie ma na mapach Polski, i o której mało kto już pamięta. Przed wojną miejscowość ta nosiła nazwę Gräden i w sumie nadanie jej polskiej nazwy Grodno nie miało już żadnego praktycznego znaczenia, bowiem historia wsi Gräden zakończyła się w roku 1945. Według spisu powszechnego z maja 1939 roku, Gräden liczyło sobie 140 osób. We wsi był cmentarz i kościółek. Najokazalszym budynkiem był dworek, czy też kwatera myśliwska. Nie wiem, czy mieszkańcy wsi ewakuowali się za Odrę jeszcze w czasie trwania wojny, czy też zostali przesiedleni już po wojnie. Fakt jest faktem- wieś opustoszała, a polscy osadnicy nie kwapili się do jej zasiedlania. Powód ? Wystarczy spojrzeć na mapę. Mała wieś z dala od głównej drogi, pośrodku lasu i mokradeł. Kto by tam chciał mieszkać, skoro wszędzie było pełno pustych domów do zamieszkania bliżej cywilizacji. Zatem po wojnie puste budynki zwykłą koleją losu zaczęły niszczeć i zapewne stały się kopalnią materiałów budowlanych dla innych okolicznych wiosek.
Dziś ślady zabudowań są już mało czytelne i tylko gdzieniegdzie widać jeszcze przysłowiowy kamień na kamieniu, który pozostał ze wsi Gräden.

Aleja w środku lasu wskazuje drogę do nieistniejącego już Gräden

Przy drodze pojawiają się pierwsze resztki fundamentów. Chyba jesteśmy już we wsi. 

Górki usypane z gruzów wskazują, gdzie stały domy.


Czasem ponad ziemię wystają jakieś bardziej zwarte fragmenty budowli.


A to jakiś chyba zbiornik wykonany z betonu. 

 Co to mogło być ? 

A to chyba najbardziej okazała i najbardziej rozpoznawalna część zabudowań wsi. Brama prowadzącą niegdyś do dworku myśliwskiego.

Niestety z samego dworku zostały już tylko reszki fundamentów i piwnic.



Obalony i stopiony z przyroda słup do bramy wjazdowej. Widać jeszcze zawias.

 Zasypane wejście do piwnicy dworku myśliwskiego. Ktoś chętny na kopanie ?  






To resztki posadzki wydobyte przez odwiedzających to miejsce poszukiwaczy skarbów, archeologów hobbystów i innych detektorystów.  

 Na ślady ich działalności napotykamy co chwilę. 

Znaleźli np. ten sagan żeliwny w częściach.

I te zawiasy drzwiowe

I owo kółko żelazne z łańcuchem.

 A my znaleźliśmy pierwsze Śnieżyczki przebiśniegi :-)  A poważnie pisząc, to nie wiem za bardzo, co chcieliby w takim miejscu jak to znaleźć poszukiwacze z wykrywaczami metali, poza mnóstwem wszelakiego złomu, który zawsze wala się koło domostw.

 Niestety poszukiwanie śladów bytności człowieka mocno utrudniały wiatrołomy zalegające wszędzie. To efekt ostatniej wichury. 


Jak do tej pory, niewiele udało się naleźć materiałów o tej wsi. Może się jeszcze do czegoś dogrzebiemy. Na razie z grafik mamy pocztówkę przedstawiającą wspomniany wyżej dworek, czy też kwaterę myśliwską :


 Drugą pocztówkę przedstawiającą kilka innych zabudowań Gräden którą przesłał nam Damian (dziękujemy).

Oraz grafikę którą podesłała nam Ewka Marchewka (dziękujemy), a która to przedstawia owce Karakulschaf, czyli rasę owiec Karakuł z południowo-zachodniej Azji z dworkiem myśliwskim w tle. 


Gräden na mapie 

BOCZÓW 
W Boczowie (niem. Bottschow) był kiedyś pałac prawdopodobnie z XVIII wieku, po którym jako wspomnienie została ta brama wjazdowa: 

oraz kilka pocztówek: 


Pałac zniszczony został w roku 1945 i nigdy nie został odbudowany. Szkoda. Ładny był.

Z namacalnych śladów historii trafiliśmy w Boczowie na lapidarium na miejscowym cmentarzu. To fajnie, że coraz częściej poniemieckie nagrobki nie walają się w krzakach na obrzeżach cmentarzy jak wstydliwe i niechciane świadectwa niemieckiej historii tych ziem. Czasem ktoś wkłada wysiłek, by te nagrobki wydobyć z owych krzaków i je wyeksponować. 










Jak widać, nie tylko niemieckie nagrobki trafiły do tego lapidarium.

I jeszcze ciekawy jak mi się wydaje epizod z historii wsi Bottschow:
W XIV wieku na półwyspie jeziora przylegającego do wsi Bottschow został wybudowany przez ówczesnych właścicieli wsi, rodzinę von Lossow, zamek. Zamek ów był oddany w lenno niejakiemu Peterowi von Lossow, który to trudnił się napaściami na podróżujących przez okolicę kupców. Na tyle to utrudniało handel okolicznym miejscowościom, że w  w roku 1400 trzy miasta: Frankfurt n/Odrą, Ośno Lubuskie i Rzepin zorganizowały wyprawę zbrojną na siedzibę Petera. W wyniku wyprawy zamek został zniszczony, a w roku 1402 rodzina von Lossow zobowiązała się do nieobwarowywania miejscowości, jak i zaprzestania dalszych rozbojów. Do dnia dzisiejszego na półwyspie można odnaleźć ślady po tym zamku.

GARBICZ
W Garbiczu jak wiedzieliśmy jest pałac, zatem oczywiście musieliśmy go zobaczyć i... jakaż szkoda, że  tego co się raz zobaczyło, tego niestety się nie da już od zobaczyć!
Nie nam osądzać czyjś gust. Każdy kształtuje swoje otoczenie według własnego upodobania i nic nam do tego. Wolnoć Tomku w swoim domku. Ale gdy chodzi o zabytek, to jest to już trochę inna sprawa. Wydaje mi się, że na właścicielu zabytku leży moralny (i zapewne prawny) obowiązek, by przekazać go następnym pokoleniom w stanie jak najbardziej zbliżonym od historycznego pierwowzoru, by za kolejne 100 lat następne pokolenia mogły się cieszyć pięknem architektury z przeszłych wieków. Aby tak się właśnie działo, nad zabytkami trzyma pieczę nadzór konserwatorski. A przynajmniej powinien.
W przypadku pałacu w Garbiczu coś ewidentnie nie zagrało. Gdy się patrzy na pałac, do głowy przychodzi tylko jedna myśl: "Gdzie do jasnej cholery był konserwator zabytków, gdy to się działo?!" Zresztą co wam będę tu opisywał - zobaczcie i oceńcie sami. 

 Pałac przed wojną. Może i był oszczędny w detale architektoniczne, ale miał w sobie to nienachalne piękno charakterystyczne dla pałaców budowanych w stylu klasycystycznym.   

Owo klasyczne piękno najwyraźniej nie przypadło do "gustu" nowemu właścicielowi i postanowił poprawić XVIII wiecznego architekta urozmaicając pałac np. o nowy pseudoganek zwieńczony tarasem i nadbudować go trójkątnym frontonem. Pojawiły się również nowe wykusze i oczywiście wieżyczka z  wielką flagą. Znikły za to kominy. No i ta przecudna kolorystyka...
Foto: wkz.pl
Tak pałac wyglądał w latach 80-tych, przed tym, zanim wpadł w prywatne ręce.

I widok obecnie. Wejścia strzegą betonowe lwy i "zdobi" je również betonowa fontanna. Dziś obiekt nosi dumną nazwę "PAŁAC MAGNAT" 

 Widok na dawną oranżerię. Pilastry i inne sztukaterie choć mają jakieś 20 lat, to jak widać dotknęła je już "erozja". Chyba ta dzisiejsza styropianowa sztukateria nie jest tak trwała, jak ta dawna, wykonana tradycyjnymi sposobami z tynku.  

Wschodnie skrzydło pałacu. Jakieś eksperymenty z kolorem elewacji? 

 Z jakiś powodów główna brama wjazdowa ,usytuowana na wprost pałacu, została zamurowana. Teraz na teren pałacu wjeżdża się bramą umieszczoną z boku.

Nie byliśmy w środku, ale z tego co wyczytałem oryginalny układ wnętrza został również w latach 90-tych ubiegłego wieku przekształcony i jest obecnie niemal kompletnie nieczytelny.  
Ale nic nie jest tylko czarne albo białe. Być może gdyby pałac nie został zakupiony i odnowiony, to skończyłby jak wiele innych pałaców jako ruina, albo całkiem zniknąłby z powierzchni ziemi? Choć tak bardzo zmieniony, to jednak przetrwał i ma jakieś szanse na lepsze jutro.     

Ale dosyć załamywania rąk nad obecnym wyglądem pałacu. Teraz z innej beczki. Pałac w Garbiczu ma w swej historii również ciekawy wątek związany z ostatnią wojną światową. 

Ostatnim właścicielem pałacu był niejaki Elhard von Riesselmann, który to był dosyć bliskim przyjacielem generalnego gubernatora GG Hansa Franka. Dzięki tej przyjaźni w pałacu w Garbiczu przechowywane były zrabowane z Warszawy zbiory z bibliotek, w tym archiwum Zamoyskich,  pergaminy królewskie i inne skarby piśmiennictwa polskiego. W Görbitsch  przechowywano również archiwum Hansa Franka, ściągnięte tu z bombardowanego Berlina, zawierające korespondencję, przemówienia Franka i wszelkie inne dowody jego działalności. 
Z samego archiwum Zamoyskich wywieziono wówczas do  Görbitsch 83 skrzynie czyli 6 wagonów najcenniejszych zbiorów! Jak się doczytałem część zbiorów odzyskano. Ale tylko część. No właśnie. I tu się zaczyna bardziej sensacyjna część tej historii. 

W roku 2008 usłyszałem pewną opowieść od człowieka, który osiadł we wsi Boczów (Bottschow) tuż przed wojną, a której ponoć był naocznym świadkiem. Otóż w/g tej historii zimą roku 1945 od strony wsi Garbicz (Görbitsch) przez zamarznięte jezioro (Bottschower See) przeprawiał się niemiecki transport wojskowy złożony z ciężarówek pod eskortą transporterów opancerzonych. Tuż przy brzegu lód się załamał i część transportu trafiła pod wodę, a część wycofała się z powrotem drogą, którą przyjechała. Ów człowiek nadal żyje i mieszka w pobliskim Rzepinie. Oczywiście to opowieść jakich wiele, wszak w każdym jeziorze zalegają samoloty, czołgi itp. wiec nie zwróciłem na nią szczególnej uwagi, ale po przeczytaniu artykułu o zbiorach ukrytych w pałacu w Görbitsch nie mogę się oprzeć, by nie skojarzyć historii o zatopionym konwoju z faktem przechowywania przez Niemców w Garbiczu polskich dóbr kulturowych.
Niestety, nawet jeśli jest w tej opowieści ziarno prawdy, to tak nietrwały nośnik jakim jest papier, już dawno uległ rozkładowi i to co zaginęło, zostało utracone na zawsze.

W Garbiczu rzuciliśmy jeszcze okiem na całkiem ładny neogotycki kościół .

Wiatrowskaz (który mi jakoś ucięło na zdjęciu u góry) wskazuje na datę budowy kościoła.  

Gwiazda Dawida w kościele katolickim, czy tylko przypadkowy ornament? Przypomniał mi się napis po hebrajsku  w kościele w Gęstowicach (Lubuskie - część 2). Przypadek?

A tu przykład bardzo wybiórczej erozji cegieł w kościelnym murze.

I jeszcze jedna cegła postanowiła być inna.

 Tradycyjnie przy kościele resztki poniemieckiego cmentarza.


 Kura grzebie i grzebie, jeszcze co wygrzebie! 

Mieszkańcy postanowili uczcić 555 lat Garbicza. Może sam pomnik i tablica dość skromna, ale liczy się, że ktoś pamięta o takich rzeczach.

 WIĘCEJ INFORMACJI I PAŁACU W GARBICZU
                

Komentarze

  1. Dobrze, że pałac ocalał, źle, że aż tak bardzo zmieniony. W bodaj 2004 i 2005 byłam w Garbiczu z mężem, wychowawcą licealnym, na balach studniówkowych. W styczniowy wieczór nie sposób było dostrzec wszystkich zewnętrznych "atrakcji architektonicznych" pałacu (zwłaszcza że dopiero dzięki temu artykułowi wiem, jak wyglądał, zanim został "Magnatem"). Ale w środku - może lepiej, że tego Państwo nie widzieli. Tam to dopiero prezentuje się gust właściciela. Kicz totalny.
    Hanna

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszeliśmy o tym legendarnym wystroju "Magnata", podobno robi piorunujące wrażenie ;-) Na początku był tam też basen, ale podobno przeciekał i nie jest już czynny.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Lubuskie- część 8 (Ośno Lubuskie)

Lubuskie - część 1 (Cybinka)

Lubuskie- część 9 (Szydłów - zapomniana wieś, zaginiona twierdza)