Lubuskie- część 10 (Radachów - Starościn - Rzepin)

Tym razem trasa naszej wycieczki wiodła z wsi Radachów z jego zrujnowanym pałacem i urokliwym kościółkiem, przez starościńskie przedwojenne cmentarze do grodu Rzepin o średniowiecznym rodowodzie.   

RADACHÓW (Radach) 
Tyle razy przejeżdżaliśmy przez tę wieś, ale dopiero teraz odkryliśmy, że jest w niej pałac. Może to dlatego, że mieści się on z dala od głównej drogi, na skraju wsi.

Ale znaleźliśmy go- albo to, co z niego zostało.

Ruina - ale widać, że coś ktoś robił przy tym pałacu niedawno.
Nad wejściem tarcza herbowa. Kiedyś widniał na niej herb rodu von Papritz.

A dziś mamy logo kopalni węgla kamiennego "Staszic" z Katowic, która organizowała tu wypoczynek dla rodzin swoich górników. 

Pałac z boku

I od frontu. 

Z tej strony pałac wygląda jeszcze gorzej.

W środku też widać, że były tu prowadzone jakieś prace zabezpieczające.




Ciekawostka - resztki mechanizmu rolety, który się jakimś cudem uchował.

Oczywiście musieliśmy się czegoś dowiedzieć o historii tego zabytku. Wyczytaliśmy, że wieś Radach o średniowiecznej metryce miała w swej historii wielu właścicieli. Schedą po nich były aż dwa założenia dworskie mieszczące się we wsi. Przynajmniej tak było jeszcze w XVIII wieku, bo już w XIX nowy właściciel, niejaki Papritz, burzy oba pałace i stawia nowy skromny pałacyk. W roku 1907 zostaje on gruntownie przebudowany i rozbudowany przez spadkobiercę Kurta von Papritza. On to umieszcza na polu tympanonu swój herb, który otrzymał wraz ze szlachectwem raptem parę lat wcześniej, w 1902 roku. W latach 20. XX wieku mieszkał tutaj i pracował Hans Fallada (właściwie to Rudolf Dützen 1893-1947), który korzystając z gościnności właścicieli pałacu stworzył poczytną powieść przetłumaczoną wkrótce na język polski – "Wilk wśród wilków".
Po wojnie posiadłość oczywiście została znacjonalizowana. Najpierw w pałacu mieściły się biura miejscowego PGRu. Następnie w latach 60 i 70 przeprowadzono adaptację pałacu na ośrodek kolonijny. Wówczas to dokonano naprawy elewacji i przebudowano wnętrza wraz z ich przemalowaniem. W pałacu mieściły się ośrodki kolonijne kopalni „Staszic” z Katowic, a następnie ZOZ w Poznaniu. Po likwidacji PGR w Radachowie w 1994 roku budynek pałacu wraz z założeniem folwarcznym znalazł się w dzierżawie. Od 2007 roku roku jego właścicielem jest spółka „Poland Netherland Company” sp. z o.o. z siedzibą w Radachowie.
Tyle suchych faktów, ale od miłego pana mieszkającego nieopodal dowiedzieliśmy się, że pałac był w znakomitym stanie tak długo, jak były w nim organizowane kolonie. Potem, kiedy poszedł w dzierżawę, zaczął niszczeć w oczach. Nowy właściciel, "prywaciarz z zagranicy", zaczął go remontować. Zrekonstruował więźbę dachową, położył nowe dachówki, zabezpieczył walące się stropy, osuszył mury obwodowe itd. Wszystko szło ku lepszemu i dobrze żarło, ale zdechło. Prace wstrzymano i pałac znowu zaczął popadać w ruinę. Nowe dachówki zaczęły znikać, a ściany znowu się sypać. Dlaczego tak się stało? Możemy się tylko domyślać. Ale wielka szkoda że do tego doszło. 
    
  Pan długo i z dużą nostalgią opowiadał nam o pałacu i o tym, jak życie we wsi się kręciło wokół niego. Panie, co tam się nie działo!  


Pałac w swych najlepszych czasach 
foto:.lwkz.pl
 I czasach PRLu. Też dla niego łaskawych.


 Ale pałac to nie wszystko, co można zobaczyć w Radachowie. Musieliśmy też zwiedzić mały, ale wielce urokliwy stary kościółek o konstrukcji ryglowej z 1725 roku.

Niestety nie udało nam się wejść do środka, ale z tego co wyczytaliśmy, to pod koniec XX wieku, w latach 80-tych wnętrze zostało przebudowane Całość ścian i stropów pokryto boazerią. Wtórnie wydzielono zakrystię w narożniku północno-zachodnim, pod emporą. Usunięto też ołtarz ambonowy i wprowadzono prostą mensę. Fakt, że wówczas też zakonserwowano konstrukcję drewnianą kościoła, ale coś mi się wydaje, że pozostałe zmiany nie wyszły mu na dobre. Ciekawe też, czy konserwator zabytków o tym wiedział.  

Kościół od drugiej strony.

  Obowiązkowy kiedyś przed każdym niemieckim kościołem "Kriegerdenkmal"

Napisy na pomniku nie zostały skute ani zatarte.  

Do kościoła przylega poniemiecki cmentarzyk z dobrze zachowanymi grobami.

Jeden z bardziej zdobnych żeliwnych krzyży, jakie widzieliśmy. Szkoda, że niekompletny.

Ciekawy nagrobek w kształcie piramidy.

Na cmentarzyku zachował się nagrobek urodzonej tu pisarki, działaczki na rzecz zniesienia kary śmierci oraz feministki - Anny Pappritz (1861-1939).


Oprócz cmentarzyka przy kościele, zaraz przy głównej drodze znajdował się duży cmentarz. "Znajdował się", bo teraz zostały po nim tylko resztki murów i walające się tu i ówdzie tumby grobowe. 

 Mur cmentarny

Resztki wmurowanych tablic nad grobowcami rodzinnymi.









STAROŚCIN  (Friedrichswille)
Gdy wieś założono pod koniec XVIII wieku, nazwano ją "Willen des groβen Königs" czyli dosłownie Wolą Wielkiego Króla. Potem sprecyzowano, o którego to konkretnie władcę Niemiec chodzi i nazwano ją Friedrichswille, co tłumaczy się jako Wola Fryderyka. Gdy w 1945 roku wieś przeszła we władanie polskie, nazwano ją na przekór niemieckiej nazwie Polską Wolą. Nazwa ta przetrwała tylko dwa lata i od 1947 roku wieś nosi miano Starościn. To tyle a'propos "kulturkampfu" prowadzonego przy pomocy nazw miejscowości. 
Wieś zaczęliśmy zwiedzać od cmentarzy. Były ich tutaj aż trzy. Tak sporawa ilość miejsc pochówków w tak małej wsi miała związek z  lazaretem mieszczącym się w Starościnie. Ale o tym  za chwilę. Teraz skupmy się na cmentarzach. 
Pierwszy cmentarz znajduje się nieopodal drogi prowadzącej z Rzepina do Starościna. Do tego zaszytego w lesie miejsca wiedzie tylko wąską ścieżka, zatem nie tak łatwo go znaleźć. Ale przy pomocy lokalnego mieszkańca udało się. 

To co najciekawsze na tym cmentarzu, to pomnik poświęcony żołnierzom z I wojny światowej. Chowano tutaj zapewne tych, który zmarli w lazarecie działającym w budynkach szpitala dla starców i obłąkanych we Friedrichswille. Wokół pomnika ktoś zgromadził walające się wszędzie nagrobki. I chwała mu za to. 


Żelazny krzyż i data na pomniku nie pozostawiają wątpliwości.

Poszukiwacze skarbów. Skąd im przyszło do głowy, że we wnętrzu pomnika może coś być schowane ? 

 Zresztą nie tylko skarbów tu szukano. Te dziury to prawdopodobnie nie wynik zapadania się grobów, a efekt działania hien grobowych. W latach 90 mówiło się o młodzieży, która rozkopywała te groby, by pozyskane kości odsprzedać studentom medycyny. Sprawa się wydała i była afera.

Dosyć polsko brzmiące nazwisko. 




 Niektóre nagrobki pochodzą z XIX wieku, zatem nie założono cmentarza specjalnie na potrzeby poległych w czasie wojny światowej. 


Drugi cmentarz znajdował się za wsią w kierunku Połęcka. Niewiele śladów po nim zostało. Kojarzy się go ze szpitalem dla starców i przytułkiem dla obłąkanych mieszczącym się we Friedrichswille.

Jak zawsze, wszędzie pełno tumb grobowych w lepszym lub gorszym stanie.





A trzeci cmentarzyk był przeznaczony dla mieszkańców wsi. Ale już go nie ma.

W samej wsi najciekawszy jest wspomniany wcześniej spory kompleks szpitalny z początków XX wieku. Budynki te powstały z myślą o starcach oraz osobach psychicznie chorych. Ale szybko przydały się na lazaret dla ofiar pierwszej wojny światowej. Tę samą rolę kompleks pełnił w czasie drugiej wojny światowej. Nie znalazłem potwierdzenia tej informacji, ale ponoć hitlerowcy przed urządzeniem w szpitalu lazaretu dla żołnierzy Wehrmachtu, eksterminowali wszystkich psychicznie chorych, którzy się tam wcześniej znajdowali. 
Rolę szpitala kompleks pełnił jeszcze przez jakiś czas po przejściu frontu. Leczyli się w nim żołnierze Armii Czerwonej. W końcu budynki przeszły w posiadanie władz cywilnych  i nowo tworzona Gminna Spółdzielnia znalazła tu miejsce na magazyny. W części pomieszczeń zorganizowano kwatery dla różnych ekip działających na terenie młodego powiatu. W latach 1951 - 1956 budynki adaptowano na potrzeby oświaty i 1 września 1956 zaczęło w nich działalność Technikum Leśne.   






Ozdoba Technikum - posąg jelenia. Pisałem o nim, gdy użalałem się nad losem pałacu w Cybince.  

To jeden z tych dwóch jeleni, które wieńczyły słupy bramy wjazdowej w pałacu w Ziebingen.  


RZEPIN (Reppen) 
Naszą dzisiejszą wycieczkę kończymy w Rzepinie, kolejnym mieście, z którym wojna obeszła się okrutnie i zabrała to co najcenniejsze- jego historyczny charakter.

Przedwojenna fotografia starówki Rzepina. Ciemniejsze to te budynki, które przetrwały do dziś. Widać jak na dłoni, ile cennej zabudowy straciło miasto w wyniku wojny.

Po zwartej zabudowie zostały puste place wykorzystane później na skwery.    


Ale to nie tak, że w Rzepinie nic kompletnie nie zostało do obejrzenia. Może i miasto nie może się poszczycić takimi murami obronnymi czy cmentarzami co np. Ośno Lubskie, nie ma też żadnego zamku czy pałacu, ale nadal jest tu parę ciekawych obiektów wartych uwagi.

Surowy w swej formie, ale podkreślający swą majestatycznością urząd jaki reprezentuje, ratusz miejski z XIX wieku. Po wojnie mocno uszkodzony, długo stał pusty.
Kiedyś przed ratuszem stał pomnik. Był to typowy "Kriegerdenkmal" z wyrytymi na trzech owalnych kręgach nazwiskami poległych. Całość pomnika miała 5 metrów wysokości i była zwieńczona rzeźbą orła. Autorem pomnika był pochodzący z Reppen prof. Ernst Wenck, członek Berlińskiej Akademii Sztuk. Pomnik postawiono na placu przed ratuszem i znajdował się tam do 1938 r., kiedy to 20.11.1938r. przeniesiono go do  parku szkolnego. Nic dziwnego. Ustawienie pomnika na środku ulicy w centrum miasta to chyba był kiepski pomysł.

Kręgi walały się po parku szkolnym aż do lat 90-tych kiedy to z inicjatywy byłych niemieckich mieszkańców Reppen w porozumieniu z władzami miejskimi i kościelnymi zostały przeniesione i ustawione za kościołem jako pomnik pamięci o byłych mieszkańcach tych ziem.


Co do samego kościoła, to wydaje mi się, iż jest to jeden z najpiękniejszych kościołów w regionie. Zwłaszcza ta smukła i bardzo proporcjonalna neogotycka wieża mnie zachwyca. Pierwotnie ta budowla miała charakter późnoromański, ale wiadomo jak to jest- pożary itd. Ostatnia gruntowna przebudowa i modernizacja miała miejsce po katastrofie z roku 1709 i trwała aż do roku 1879! W czasie tej przebudowy kościół zyskał między innymi właśnie tę wieżę, którą można dziś oglądać.

Wieża kościelna w blasku słońca.
foto:rzepin.pl
Jedna z najstarszych, bo XIV-wiecznych części kościoła. Starsze są tylko dolne XIII-wieczne kamienne partie murów.   

Przed wojną w kościele znajdował się zabytkowy ołtarz i empory biegnące wzdłuż nawy głównej, ale zarówno ołtarz, jak i empory, zlikwidowano jako "przedsoborowe".
   foto: rzepin.pl
 Dziś w miejscu starego ołtarza możemy oglądać to oto dzieło sztuki nowoczesnej.

Całe szczęście,  że ks. proboszcz nie uznał tych 19-głosowych organów wykonanych przez firmę Gebrude Dinie z Berlina w roku 1879 za nadto protestanckie. 


Obelisk wzniesiony z okazji obchodów 600-lecia miasta w 1925 roku. O tej imprezie mówi się do dziś. Co prawda tylko wśród historyków i regionalistów, ale o którym dzisiejszym festynie czy obchodach będzie się pamiętało za następne 100 lat? 

Jak się dobrze przyjrzymy, to zobaczymy, że w cegłach utrwalono nazwy sponsorów obelisku. Tarcza z jeleniem jest kopią wykonaną przy okazji jego renowacji. Oryginalna (większa) zaginęła już po wojnie. 

Obchody 600-lecia sponsorowane przez zakłady Allersdorfer 1929  


Pocztówka z nowym obeliskiem w mieście Reppen.

Budynek dawnego Królewskiego Urzędu Starostwa - dziś szkoła.


I ten sam budynek kiedyś


Budynek dawnego Królewskiego Urzędu Pocztowego dziś...


..i kiedyś

 Doskonale zachowana ponad 100-letnia Villa Herzberg'ów zwana też "Czekoladową willą". Jeden z najpiękniejszych budynków w mieście. Obecnie na sprzedaż. Ktoś chętny? 



Ta sama willa kilkadziesiąt lat wcześniej. 

Herzbergowie niewątpliwie byli majętni. Na zdjęciu dawny grobowiec rodzinny Herzbergów, w którym dziś mieści się cmentarna kaplica. 

Z pamiątek przeszłości na cmentarzu ostał się jeszcze ten jeden pomnik (wydaje się, że ktoś go wyczyścił, by był bardziej czytelny


I trochę pozostałości po grobowcach rodzinnych na murze cmentarnym.


Tuż przy kaplicy zgromadzono zapewne szczątki przedwojennych mieszkańców Reppen, na które jak podejrzewam natrafiono przypadkowo przy kopaniu nowych grobów.


Ś.p. Annemarie została jakoś zidentyfikowana i nie spoczywa w bezimiennym grobie jak sąsiedzi.


Klasycystyczny dwór z przełomu XVIII i XIX wieku. Po II wojnie światowej budynek dworu mieścił Inspektorat PGR, w latach 90. XX wieku należał do Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, a obecnie jest w posiadaniu firmy prywatnej, która po 2000 roku wykonała jak widać generalny remont. Wymieniono wówczas okna i drzwi na drewniane oraz odrestaurowano elewacje. Pierwotnie elewacja miała wystrój bardziej wyszukany, klasycystyczny ale został on skuty podczas remontu generalnego w latach 60. XX wieku. Nadal jednak bryła budynku, a przede wszystkim kształt dachu, przypominają o dworkowym rodowodzie budynku.


To nie wszystkie warte obejrzenia obiekty w Rzepinie. Oczywiście warto by było jeszcze rzucić okiem choćby na szkołę z początku XX wieku, dworzec kolejowy z XIX wieku i parę innych. 
Ale jest jeszcze inny, bardzo cenny, choć nieoczywisty i na co dzień niezauważany "zabytek", który charakteryzuje miasto Rzepin. Mówię tu o historycznym średniowiecznym rozplanowaniu ulic ścisłego starego miasta, które prawie się nie zmieniło do dnia dzisiejszego. Gęsto rozmieszczone, wąskie i przecinające się pod kątem prostym ulice zostały zamknięte w owalu ulicy obwodowej, która dawno temu szła wzdłuż fortyfikacji zabezpieczających miasto. Reppen nie miał murów obronnych sensu stricto (tak jak chociażby opisywane wcześniej Ośno Lubuskie) Od strony wschodniej dostępu do miasta broniły bagna i wody rzeki Ilanki, a od pozostałych stron Reppen był broniony przez potrójne pasy wałów, między którymi płynęły dwie fosy. W XVIII wieku wały ziemne zostały zastąpione palisadą, a fosy zasypano. W XIX wieku i te drewniane umocnienia rozebrano, a w miejscu systemu umocnień założono ogrody. W centrum średniowiecznej starówki musiał być ratusz i kościół - to oczywiste. Był też zamek zlokalizowany mniej więcej w narożniku ul. Kościuszki, niedaleko przedszkola. Do 1945 roku pamiątką po zamku była ulica o nazwie Schlosstrasse, czyli dzisiejsza ulica Kościuszki. 


Rzućcie proszę okiem na tę mapę z lat 20 XX wieku. Świetnie na niej widać ten średniowieczny układ ulic i łatwo też zauważyć, którędy szły fortyfikacje obronne miasta. Ten ciek wodny, który opływa starówkę, to właśnie pozostałość fosy broniącej kiedyś dostępu do miasta. Dziś nawet tyle nie zostało z dawnego systemu obronnego miasta.  

Tyle o zamierzchłej przeszłości. Chciałbym na koniec coś jeszcze napisać o teraźniejszości.

  
Rzucie raz jeszcze okiem na mapę. Tym razem współczesną. Wspominałem już o tym zjawisku w poście dotyczącym Krosna Odrzańskiego (TUTAJ), ale to właśnie Rzepin jest doskonałym przykładem na to, jak życie miasta może się przenieść z jego historycznego centrum na całkiem nowe tereny. Z lotu ptaka widać, jak miasto rozbudowało się, pozostawiając starówkę gdzieś na boku i zostawiając zaledwie dwie ulice jako łącznik. W Krośnie Odrzańskim przyczyną takiego stanu rzeczy była przede wszystkim wojna, która wypaliła centrum, nie stwarzając nowym mieszkańcom warunków do życia. Czy ten sam mechanizm zadziałał w przypadku Rzepina? 

Na koniec miłośnikom historii Rzepina chciałbym polecić profil na Facebooku Rzepin na dawnej pocztówce prowadzony przez regionalistę i historyka Damiana Utrackiego. Jest on też autorem pięknego albumu "Rzepin na dawnej widokówce".



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Lubuskie- część 8 (Ośno Lubuskie)

Lubuskie - część 1 (Cybinka)

Lubuskie- część 9 (Szydłów - zapomniana wieś, zaginiona twierdza)